|
|
Gala: My żyjemy nielegalnie - wywiad z Robertem Biedroniem, 07.04.2003
Robert Biedroń: My żyjemy nielegalnie.
Jestem pedałem. Takie określenie wytrąca naszym wrogom broń z ręki. Bycie pedałem
oznacza życie z innym facetem. W polskich miastach pojawiły się zdjęcia par
homoseksualnych trzymających się za ręce. Akcja "Niech nas zobaczą", zorganizowana
przez Kampanię przeciw Homofobii, wywołała protesty społeczne i ostre wypowiedzi
polityków. 27-letni działacz SLD Robert Biedroń jest jednym z jej inicjatorów.
GALA: Jak pan o sobie mówi: gej, homoseksualista? Nasz język jest pełen brudów:
pedał, lesba.
ROBERT BIEDROŃ: Jestem pedałem. Takie określenie budzi kontrowersje, ale wytrąca
naszym wrogom broń z ręki. Bycie pedałem oznacza życie z innym facetem, czytanie
literatury pedalskiej, chodzenie na pedalskie imprezy.
GALA: Czy pan ma stałego partnera?
R.B.: Mam. Od kilku miesięcy. I patrzę na świat przez różowe okulary.
GALA: Pan jest działaczem jakiej partii?
R.B.: Jestem działaczem SLD. Nie pełnię żadnych funkcji, bo nie chcę. Nie zamierzam
robić politycznej kariery, a funkcje mogłyby zablokować moje działania, kontrowersyjne
również w SLD.
GALA: Czy kiedykolwiek musiał pan ukrywać swoje preferencje?
R.B.: Tak. Robiłem to, żeby nie przyczepiono mi etykietki zboczeńca, jak to
czynią książki do wychowania seksualnego.
GALA: Czy spotkały pana jakieś nieprzyjemności związane z homoseksualizmem?
R.B.: Ostatnio posłanka Krupa powiedziała, że powinienem się leczyć. Poseł Giertych
wypowiada się na mój temat wyłącznie negatywnie. Jestem atakowany na ulicy.
Na szczęście tych przypadków jest coraz mniej. Coraz więcej osób podchodzi do
mnie (ja się wtedy boję), by pogratulować mi odwagi. Kiedyś w Poznaniu, na jakiejś
ciemnej ulicy, usłyszałem: "Halo, proszę pana, pan tu podejdzie". Podszedłem
i usłyszałem: "Widziałem pana w telewizji, jest pan odważny". Jakiś pijaczek
wołał za mną: "Robi pan dobrą robotę".
GALA: Dlaczego osoby publiczne nie przyznają się do swojego homoseksualizmu?
R.B.: W Polsce nie ma ani jednej osoby powszechnie znanej, która byłaby ogólnie
kojarzona jako osoba homoseksualna. 88 proc. społeczeństwa nie akceptuje osób
homoseksualnych, a połowa Polaków chciałaby zakazania stosunków homoseksualnych,
chociaż od 1932 roku prawo polskie uważe je za legalne. W Polsce nigdy nie było
jawnej dyskryminacji kochających inaczej - oprócz Akcji Hiacynt zainspirowanej
przez generała Kiszczaka, kiedy to kilkadziesiąt tysięcy osób homoseksualnych
zostało przesłuchanych i założono im teczki.
GALA: O jakie prawa państwo walczą? O małżeństwa homoseksualne, prawa do adopcji
dzieci?
R.B.: Walczymy o prawa do legalizacji naszych związków. My żyjemy nielegalnie.
Jeśli mój partner umiera, ja nie mam prawa do majątku po nim. Jeżeli jest chory,
nikt nie udzieli mi informacji o jego stanie zdrowia. Podkreślam, że w Polsce
nie ma ani jednej organizacji, która domaga się małżeństw homoseksualnych i
adopcji dzieci. Ten problem w ogóle nie istnieje - jest sztucznie nakręcany
przez naszych przeciwników.
GALA: Nie ma w Polsce innych polityków homoseksualistów poza panem?
R.B.: Wiemy, że są, ale jest to tajemnica poliszynela. Wielu z nich jest na
pokaz wrogami homoseksualistów, homofobami. Atakują osoby homoseksualne w wystąpieniach
publicznych. Nie dziwię się, że się nie ujawniają. Taki polityk byłby skończony.
Polacy uważają, że takie osoby nie powinny zajmować stanowisk publicznych. To
byłby koniec kariery. Po co ryzykować?
GALA: Jakieś nazwiska?
R.B.: Na to mnie pani nie namówi!
Rozmawiała Dorota Wellman
|