|
|
Tygodnik Internetowy: Raport większości, 10.03.2003
Na tle kilkudziesięciotysięcznego, robotniczego miasteczka wyglądał jak egzotyczny ptak.
Żadnego makijażu, tylko ekstrawaganckie, własnoręcznie szyte ciuchy i fryzura w modnym wtedy stylu new romantic.
"Gabryś" - zachwycały się nastoletnie dziewczątka, w tym i ja. "Pedał" - rzucali pogardliwie
chłopcy, choć bohater całego zamieszania jak gdyby nigdy nic paradował pod rękę z kolejnymi
pięknościami, płci żeńskiej naturalnie. Chyba jednak oszukiwał. Była najbardziej agresywna dziewczynka w klasie.
Duża, silna, krzykliwa, kiedyś wykręciła mi rękę tak mocno, ze się popłakałam. Do jej ulubionych zabaw
należało zadzieranie koleżankom przykrótkich spódniczek. Nie lubiłyśmy Ewki. Potem
wyprowadziła się do innej dzielnicy, wiec musiała zmienić szkołę. Ale w małym robotniczym miasteczku
wieści przenosiły się jeszcze szybciej: Na obozie harcerskim złapali ją w łóżku z inną dziewczyną" - szeptano. Kiedy potem
zobaczyłam ja na ulicy, odwróciłam głowę.
Tak naprawdę w małym robotniczym miasteczku, jak i w tysiącach mu podobnych, problem nie
istniał. Nie dotykał mnie, bo już w przedszkolu wiedziałam, ze wole chłopców. Owszem,
zastanawiałam się, czemu moja szkolna koleżanka zachowuje się nieco dziwnie i dlaczego bohaterowie satyrycznych programów emitowanych w telewizji (grani
najczęściej przez Czesława Wollejke lub Bogdana Łazukę) maja osobliwe cienki glos,
malują rzęsy i usta - jak kobiety. Równie bezrefleksyjnie przyjęłam słynną
"Sprawę Kramerów", gdzie Dustin Hoffman
rywalizował o dziecko z Meryl Streep, która opuściła go dla kobiety. Lesbijski
związek był mniej istotny od tego, jak robi się francuskie grzanki.
Każdy z nas jest z natury homofobem. Także homoseksualiści - mogę sobie tylko
wyobrażać przerażenie młodego człowieka odkrywającego u siebie skłonności
niezupełnie zgodne z tym, co głosi szkolny podręcznik wiedzy o naszym gatunku.
Gehennę godzenia się z ciałem i umysłem, które zaprogramowane są inaczej od
większości ciał i umysłów oraz te jeszcze gorsza - ujawniania się. W
przeważającej liczbie przypadków to, wiem już od swoich przyjaciół, koszmar. Próby leczenia
się podejmowane nie tylko z własnej inicjatywy, ale pod presja rodziny,
konieczność godzenia się z szykanami i ostracyzmem, wreszcie upokarzający przymus
ciągłego udowadniania, ze panuje się nad seksualnym popędem nie mniej niż ,zdrowy" heteroseksualista. Kiedy
byłam dzieckiem, nikt, na szczęście, nie uczył mnie, ze homoseksualizm jest dewiacja czy choroba, nikt tez nie
wykazywał, ze nią nie jest. Wiedze o tym, iż można kochać osobę tej samej płci,
nabyłam z wiekiem, z książek, gazet, filmów. Jak wszyscy. Przyjęłam te wiedze naturalnie, jak wiedze o tym, ze trzeba
szanować starszych, słabszych i skrzywdzonych przez los. Z czasem wzięłam
poprawkę na "upośledzenie" gejów i lesbijek. To przecież nie kwestia natury, lecz, niestety, kultury.
Pewnie można by o tym napisać inaczej, udowadniając, ze się wie wystarczająco wiele o genetyce, zna
się historie kultury od starożytnej Grecji począwszy, a na kształtowaniu się
pojecie "gender" skończywszy. Można by to wyliczyć i zakończyć swój wywód
podkreśleniem tolerancji dla inności. Paradoksalnie jednak - podkreślanie
szacunku dla "odmieńców" to potwierdzanie upośledzenia. Co mi po tym, ze nabije sobie punktów jako liberalna siostra
miłosierdzia Ani mnie to nie jest potrzebne, ani moim przyjaciołom, którzy niekoniecznie
interesują się mną jako kobieta. Jasne, mogę być obiektem afektu innej kobiety, ale
przecież każdej płci kosza daje się tak samo.
Pora jednak wyjaśnić, dlaczego w ogóle podejmuje ten temat. Oczywiście dlatego,
iż w lutym opublikowany został kolejny Raport o dyskryminacji mniejszości
seksualnych w Polsce (można go znaleźć miedzy innymi na stronie lambdawa.org.pl). Edycja tego dokumentu
zainspirowała specjalna kampanie przeciwko homofobii. Jej najbardziej spektakularnym przejawem
będzie akcja ,Niech nas zobaczą", czyli pokazanie w największych miastach Polski (nie we
Wrocławiu) 20 fotografii par lesbijskich i gejowskich. Akcja ma na celu wznowienie rozmów o legalizacji
związków jednopłciowych, jej animatorzy zdają sobie jednak sprawę z tego, ze stawka w grze nie
są odpowiednie ustawy, ale społeczna akceptacja.
Próbuje nie wyobrażać sobie efektów tego wystąpienia: napisów na ścianach galerii, które
użyczą miejsca tej akcji, napiętnowania tych, co odważa się pokazać swoje twarze, komentarzy
odwiedzających; próbuje, ale nie wierze w cud. I chyba nikt w niego nie wierzy. Na etapie, na którym lekarze
odmawiają przyjmowania pacjentów homoseksualistów, w którym rodzice bez drżenia w glosie
oświadczają, ze nie życzą sobie, aby nauczyciele ich dzieci mieli "nienaturalne"
skłonności, w którym 42% respondentów wspomnianego raportu uważa, ze ,osoby homoseksualne nie powinny
mieć prawa do uprawiania stosunków seksualnych" - takie wystąpienie jest równoznaczne z seppuku. Z prostego rachunku
wynikałoby, ze 58% Polaków nie ma nic przeciwko. Owszem, nie ma, jeśli zachowana jest zasada ,Rób to w domu po kryjomu". I tym samym utwierdzaj ,zdrowa"
resztę w jej głupich przekonaniach, takich np. jak przekonanie o szczególnym
popędzie, a wiec osobliwym zagrożeniu ze strony kochających inaczej.
Nie dziwie się wiec największej z mniejszości, ze woli ,robić to po kryjomu", kiedy tylko
się da. Dla świętego spokoju. Czy jednak ów spokój powinni mieć ci, którym nie chce
się przyjąć do wiadomości, ze AIDS dawno przestał być choroba homoseksualna i pod
względem zagrożenia nim wszyscy jesteśmy równi. Albo ci, co nie odróżniają pedofilii od
homoseksualizmu Dalej ci, co plując na "pedałów" i "lesby", nie wiedza, ze ich syn albo córka nocami
rozmyśla o samobójstwie Trawestując hasło kampanii, "Niech nas zobaczą", powiedzmy, ze nie chodzi o zobaczenie owych par
trzymających się za ręce, przecież większość z nas już je gdzieś widziała. Chodzi o przypomnienie sobie Gabrysia, Ewki,
własnego uśmieszku, kiedy się po raz pierwszy stanęło twarzą w twarz z innym. O
uświadomieniu sobie, ze ta fobia jest tak absurdalna jak strach przed pająkami czy zimna woda.
Marta Mizuro .
|