|
|
NIE: Urban, ty heteryku skończony, 10.04.2003
Postanowiłam zapolemizować z Urbanem. Jeśli pomyśleliście, że mi odbiło, to kit wam w oko. Robię to w obronie pedziów, biseksów i innych transów. Poczułam się w temacie i w obowiązku.
W nr. 13/2003 "NIE" komentując ostatni wybuch Kampanii Przeciw Homofobii naczelny napisał, że "homoseksualizm zakaża wokół obłudą", że pedziom i lesbom towarzyszy "zakłamana dbałość o zachowanie pozorów", że zamiast "wywoływać tolerancję dla miłości jednopłciowej", powinni "otwarcie i dumnie propagować homoseksualizm", co ośmieli każdego do wypróbowywania swoich skłonności, sprawdzenia tego, jaki rodzaj miłości przynosi mu większą satysfakcję. Zachęca do nietłumienia swych popędów. Propagować równoprawność i urodę każdego rodzaju seksu. Ośmielać do tego, aby być sobą i nie wstydzić się siebie, Nie taić uczuć podobno silniejszych przecież i głębszych niż męsko-damskie.
Oto losy tych, którzy zgodnie z Urbanową teorią "byli sobą":
Najpierw szef zwolnił mnie z pracy, a potem pewnego razu uderzył mnie pod dyskoteką i wyzwał mnie od pedziów. Zwolnił mnie, bo jestem gejem.
Pod "Paradisem" (warszawski homoklub przyp. I.K.) trzech podchmielonych facetów, godzina ok. 3 nad ranem. Jeden chciał gwałcić ("lesby to jeszcze nie miałem", etc.). Kiedy splunęłam mu w twarz - zaczął bić. Ponownie wziął się do zaczepek erotycznych, Dostał ode mnie raz (wcześniej uderzył mnie siedem razy) - poszły mu dwa zęby. Odeszłam, krwawiąc obficie, więcej nie zaczepiana.
Zostałem pobity przez ojca, który dowiedział się, że jestem "pedałem" znajdując w moim pokoju gejowskie magazyny.
Matka nakryła mnie z moją dziewczyną i uderzyła. Przyszedł ojciec i doprawił. Matka i ojciec oraz nieznajomy na ulicy zdarł ze mnie ubranie i kazał się onanizować, twierdząc, że nie widział jeszcze - jak lesby to robią.
W moim bloku rozwieszono ulotki o rzekomym prowadzeniu przeze mnie usług seksualnych.
Mój wujek wie, iż mam skłonności homoseksualne i groził, że powie rodzicom, chyba że się z nim prześpię.
Na kurtce, którą zostawiłam w szatni na basenie, ktoś napisał czarnym markerem "lesba". Na drzwiach mieszkania mojej dziewczyny ktoś napisał farbą "lesby spierdalać". Wyprowadziłam się od niej.
Zawiadomiłem policję, nie zareagowali niczym innym, jak uśmieszkiem pogardy.
Gdy ojciec dowiedział się, że jestem gejem, pobił mnie dotkliwie. Gdy zgłosiłem się na policję - "poprawili" - powiedzieli, że powinienem posłuchać ojca i mam się leczyć, bo jak nie, to oni mi pomogą.
W punkcie honorowego krwiodawstwa byłem zmuszony do ujawnienia mojej orientacji seksualnej i zaliczono mnie do grupy podwyższonego ryzyka, razem z alkoholikami i narkomanami. Odmówiono mi także specjalistycznego badania krwi na potrzeby laboratoryjne.
Lekarz nie chciał mi powiedzieć, gdzie mogę zrobić anonimowe testy na HIV. Powiedział, że jak jestem lesbijką, to on mi da skierowanie do psychologa, a nie na testy.
Byłem pastorem w kościele protestanckim. Przyjaciele z kościoła okazali się bardzo homofobiczni. Jeden powiedział: "Wolałbym przynieść kamień na twój grób wiedząc, że zostaniesz zbawiony, niż teraz z tobą rozmawiać, wiedząc, że nie spotkamy się w niebie". Dzwonili do mnie przekonując, że mam grzech, demona i nie będę zbawiony.
Mam dalej cytować "Raport 2001 o dyskryminacji i nietolerancji ze względu na orientację seksualną w Polsce"? W zestawieniu z cytowanymi przypadkami śmieszy mnie stek pobożnych życzeń mojego naczelnego. Tak, szefie, mieszkamy w pieprzonej Pomrocznej, a nie w wesołym miasteczku. Homoseksualizm oznacza w Pomrocznej niechybny wpierdol najpierw od ojca, potem od gliniarza, dresa albo innego zahukanego pedała. Bo w takiej najczęściej kolejności obrywają bohaterowie raportu.
Wy w ogóle nie kumacie, o co najpierw poszło. Poszło o zdjęcia ze wspomnianej na wstępie kampanii. A na tych zdjęciach dwie dziewczyny trzymają się za ręce, obrazek jak z czytanki o przyjaciółkach w podstawówce, tyle że z podpisami: "Niech nas zobaczą". Zdjęcia z chłopcami są podobne. Przesłanie proste - i ty możesz być homo, twój dentysta, hydraulik, pani od matmy, bo to są normalni ludzie. I taki jest cel całej tej kampanii, zwłaszcza że w Pomrocznej najchętniej tolerują się same pedały, 5 proc. społeczeństwa, plus ich kumple, co daje razem 20 proc, Natomiast 80 proc. badanych uważa, że homoseksualizm jest odstępstwem od normy. Tak podaje raport za CBOS z kwietnia 2001 r.
Zresztą do dupy z cyferkami! Zdjęcia z kampanii miały w postaci billboardów zawisnąć w czterech pomrocznych miastach. Najzabawniej było w Krakowie, gdzie o powieszeniu plakatów na przystankach decydował eseldowski prezydent Jacek Majchrowski (przed wyborami SLD wpisał sobie do programu zakaz dyskryminacji ze względu na orientację seksualną). Majchrowski miał poważne wątpliwości, czy wydać zgodę na powieszenie homozdjęć ze względu na dobro przystanków. Bał się, chłopina, że przez "te plakaty ludzie będą niszczyć przystanki". Majchrowski wprawdzie plakatów jeszcze nie widział, a już wątpił. Gdy geje chcieli się z nim spotkać, pogadać, no i pokazać pieprzone plakaty, tolerancyjny prezydent uznał, że "nie ma takiej potrzeby" - cytuję za sekretarką. Do Majchrowskiego zadryndała w tej sprawie krakowska "Wyborcza", bo nie wiadomo było: będą te plakaty czy nie będą. Majchrowski przeszedł samego siebie: Osobiście czuję wstręt do osób homoseksualnych. "Wyborcza" poprosiła o komentarz Roberta Biedronia, szefa Kampanii Przeciw Homofobii i pedzia w jednym. Biedroń jak skomentował - wiadomo. "Wyborcza" zaprezentowała komentarz Biedronia Majchrowksiemu. Ostatecznie z wywiadu zniknął tekst o osobistym wstręcie Majchrowskiego do pedałów.
W propagowaniu tolerancji dla homo billboardami pomóc miała agencja AMS, ta od plakatów "Bo zupa była za słona" czy "Walcz z terroryzmem - Kiedy wreszcie będzie wojna". Waleczni aemesiarze na dwa tygodnie przed rozpoczęciem kampanii pokazali pedziom faka. Nie powiesili billboardów (miało być 500 należących do AMS), bo: "Plakatów nie powiesimy. Nie chcę mówić o powodach tej decyzji" - skomentowała rzeczniczka Agnieszka Bakiensztos.
Ciekawe, czy te same zdjęcia AMS powiesiłaby opatrzone innymi hasłami: "A może z koleżanką miałabyś wreszcie orgazm" albo "Nikt tak nie zna penisa jak mężczyźni". Zdaniem mojego szefa - tak. Bo to by była propaganda homoseksualizmu. Problem w tym, że homoseksualizm to nie lubienie z pejczem i obrożą albo bez, mimo że wielu tolerancyjnych heteryków tak to widzi. Z pozycji bi wiem coś o tym. Na warszawskim uniwerku mój profesor od czegośtam przyuważył, jak całowała mnie moja przyjaciółka. Po zajęciach powiedział: "Pani Izo,pani jest za przystojna na feministkę, a co dopiero na lesbijkę". Olałam ten tekst wdzięczna, że nie strzelił mi z bańki albo po żebrach bejsbolem. Facetowi mógłby "za bycie sobą" łupnąć, bo geje są mniej tolerowani. Jakoś lepiej wygląda w męskiej wyobraźni obcy damski palec w waginie niż penis w odbycie.
Aż boję się pomyśleć, co by było, gdyby ktoś spróbował w Pomrocznej promować swój homoseksualizm. W tym kraju dupa, penis i wagina to tak jak forsa - byt odrębny, wirtualny. W sumie są, ale tak naprawdę ich nie ma. Można zapromować fitness, skoki narciarskie albo kręcenie hula-hoopem, ale nie seks, w dodatku ten seks zlesbiony i spedalony, który - tak na marginesie - lepiej ćwiczy mięśnie niż wszystkie sportowe dyscypliny razem wzięte. Dlatego pedalskie "kucanie ze strachu" czy "trzęsienie dupą" (cytuję za Urbanem) nie wynika z ich bojaźliwej natury. W Pomrocznej to czysty darwinizm. Ale co o zabijaniu może wiedzieć Urban - heteryk turbo? To tak jak gdyby dzieciak klepiąc babki w piaskownicy, dywagował nad drugą rewolucję w Iranie.
Iza Kosmala
|