press

Gazeta Wyborcza Wysokie Obcasy: Semkofobia, 17.05.2003

Niech no tylko ktoś zająknie się o prawach mniejszości homoseksualnej w Polsce, zaraz usłyszy, że zawraca głowę sprawami marginalnymi. W przeciwieństwie do spraw ważnych, które dotyczą wszystkich. W "Rzeczpospolitej" (28 kwietnia 2003) Piotr Semka, publicysta niezależny, stanął w obronie homofoba (czyli tutejszej większości) oraz jego prawa do odczuwania oburzenia na widok homoseksualnej pary na billboardzie. Żeby było poważniej, wszystko to pod hasłem dbania o jakość naszej sfery publicznej, w której dla każdego powinno być miejsce, a więc i dla homofoba. Chociaż już nie dla geja czy lesbijki. W ramach demagogicznego mącenia nazywa on homofobię (irracjonalny odruch emocjonalny) moralnością, ja jednak pozwolę sobie mieć inne wyobrażenie na ten temat. Otóż moralność zawsze służyła regulowaniu stosunków w ramach pewnych grup społecznych (tego chyba uczą w szkole?). Póki żyliśmy w plemionach, zobowiązywała ona członków danego plemienia, uznając przedstawicieli innych plemion za nieludzi. Genialnym wynalazkiem chrześcijaństwa było odkrycie, że wszyscy jesteśmy ludźmi i wszystkich obowiązują te same zasady, z których najprostsza brzmi: "kochaj bliźniego swego jak siebie samego". Niestety, antychrześcijańska plemienność wciąż podnosi głowę, a to w postaci moralności narodowej, a to w innych postaciach, kiedy wspólnych norm nie stosujemy do jakiejś wybranej kategorii: homoseksualistów, kobiet, ludzi innej rasy. Dziś, kiedy żyjemy w globalizującym się świecie, różniąc się od siebie na tysiąc sposobów, szczególnie ważne wydaje się dbanie o to, aby podstawą tego wspólnego życia były jakieś normy moralne - uniwersalne i ogólne, a nie plemienne. Czy takie warunki spełnia homofobiczna moralność Semki? Zobaczmy. Oto jego dowody na niemoralność homoseksualizmu. Zacznijmy od najsłabszych. Związki homoseksualne są mniej trwałe od heteroseksualnych. Po pierwsze, żeby to stwierdzić, należałoby pozwolić gejom na zawieranie małżeństw, instytucjonalizacja bowiem wzmacnia związki. Po drugie, skoro wadą moralną jest nietrwałość, to taką samą miarą należy mierzyć wszystkie związki. I uznawać trwałe za dobre, a nietrwałe za złe. Nie przypisywać wartości moralnej ze względu na przynależność do pewnej kategorii. Na tym właśnie polega dyskryminacja. To samo dotyczy stylów życia. Dla mnie wątpliwy jest styl życia polskiej arynsztokracji moczącej się w basenie z Urbanem i Daniszewską. Nie widzę zaś nic złego w bogobojnym i wręcz nudnym stylu życia znanych mi gejów i lesbijek. Bo jeśli ktoś nie jest ślepy czy zaczadzony, jasno widzi, że styl życia nie zależy od orientacji seksualnej. Idźmy dalej - homoseksualizm jest niemoralny, bo nie jest wrodzony i można to zmienić. Otóż nie jesteśmy zwierzętami, tylko osobami ludzkimi i żadne wrodzone cechy nas nie tłumaczą. Gdyby ktoś miał wrodzone skłonności mordercze, to nie byłby to powód, aby go akceptować, lecz jedynie żeby go trwale odseparować od społeczeństwa. Z tego, czy coś jest wrodzone, czy nie, doprawdy nic nie wynika dla oceny moralnej. A teraz ostatni i ostateczny argument. Homoseksualizm sam w sobie jest zły, bo tak orzekł Kościół. Moralność oparta na poddaniu się autorytetowi to moralność na dosyć niskim poziomie rozwoju, a dojrzewając, powinniśmy osiągać jakiś rodzaj autonomii moralnej. W chrześcijaństwie nosi to nazwę sumienia. No i dajmy na to, że już całkiem autonomicznie Semka stwierdza, że homoseksualizm jest sam w sobie zły. Jakaś cecha osobnika, która nie ma determinującego wpływu na jego zdolność czynienia dobra (lub zła), styl życia, stosunek do innych ludzi, która nie czyni z nikogo mordercy, złodzieja, zdrajcy, jest zła. Powiedzmy taki semkizm - wyjątkowe, indywidualne cechy przysługujące jedynie Piotrowi Semce. Budzą moją niechęć, ale czy mam prawo potępić moralnie semkizm? Czy powinnam domagać się wolności dla semkofobii? Chyba nie, bo w istocie nie mam ku temu żadnych istotnych powodów moralnych. Tak samo jak nie znam żadnych ogólnych i uniwersalnych powodów moralnych, które usprawiedliwiałyby potępienie homoseksualisty. Wśród homoseksualistów istnieją - zupełnie tak jak wśród heteroseksualistów - dobrzy i źli ludzie, moralni i niemoralni. Kiedy więc przyjdzie mi oceniać moralność Semki, ocenię ją po słowach i czynach, a nie ze względu na jego semkizm
Kinga Dunin


strona główna prasa do góry