|
|
Dzień Dobry: Szok w Łaźni, 21.04.2003
W gdańskiej galerii Łaźnia ruszy wystawa "Niech nas zobaczą", pokazująca fotografie trzymających się za ręce par homoseksualnych. Niektórzy gdańscy radni są zaszokowani i protestują przeciwko planowanej ekspozycji. Czy szok i prowokacja to metoda na przyciągnięcie widzów do galerii?
Organizatorzy wystawy zapewniają, że nie chodzi o budzenie niezdrowych sensacji, a życie codzienne zadziwia o wiele bardziej niż sztuka. - Nie interesuje mnie szokowanie dla szokowania, pusta sensacja - zapewnia Małgorzata Lisiewicz, szefowa gdańskiej galerii. - Nasza galeria prezentowała kilka wystaw moim zdaniem bardziej prowokujących do dyskusji. Dlatego nie spodziewałam się, że akurat bardzo łagodne w formie zdjęcia ubranych homoseksualistów, którzy pozują do zdjęć, trzymając się za ręce, wzbudzą takie emocje. Może chodzi tu po prostu o małą tolerancję dla odmienności?
Wystawa jest częścią akcji "Niech nas zobaczą". Przygotowało ją stowarzyszenie Kampania Przeciw Homofobii, a polega ona na prezentowaniu w różnych punktach miasta plakatów ukazujących pary homoseksualne. Przedstawiciele środowisk gejowskich i lesbijskich uważają, że należy przełamać barierę niechęci i milczenia wobec homoseksualizmu.
Protestujący przeciwko ekspozycji radni w wypowiedziach dla mediów nie ukrywają braku tolerancji dla homoseksualistów. Trójmiejscy artyści i animatorzy kultury mówią z kolei, że szokuje ich postawa niektórych lokalnych polityków. - Irytuje mnie to, że politycy chcą ingerować w sztukę - mówi Krzysztof Skiba,słynący z ekstrawagancji lider zespołu Big Cyc. - Od setek lat twórcy wzbudzają kontrowersje, szokują. Sztuka to nie tylko bibelot, ozdóbka.
Emocje także w galerii.
Małgorzata Lisiewicz, szefowa gdańskiej Łaźni, zapewnia, że przygotowując poszczególne wystawy, bierze też pod uwagę emocje, jakie może wywołać ekspozycja. - Zawsze zastanawiam się, jaki oddźwięk mogą wywołać poszczególne prace - mówi. - Jeśli decydujemy się na pokazywanie kontrowersyjnych prac, to tylko po to, by uwrażliwić odbiorców na problem. Zdaniem socjologów, dla większości z nas szokujące mogą być nie tylko dzieła sztuki współczesnej, ale i wszelkie nowości, do których trudno się przyzwyczaić. - To naturalne, że szokuje nas to, co odmienne - mówi socjolog Krystyna Kmiecik-Baran. - Prowadziłam kiedyś badania na temat tolerancji wobec homoseksualistów, prostytutek i ludzi zarażonych wirusem HIV. Okazało się, że niemal stuprocentową aprobatą obdarzono prostytutki, gorzej było z homoseksualistami, a największy opór wywoływali narkomani i chorzy na AIDS. Przeciętni mieszkańcy Trójmiasta przyzwyczaili się już do niektórych przejawów mody, które jeszcze kilka lat temu mogły szokować. Kolorowe tatuaże nie dziwią już nikogo. Podobnie jest z kolczykami w nosach czy brwiach. - Mało co mnie dziwi - wyznaje Urszula Jędrasik, mieszkanka Gdańska. - Tak naprawdę bardziej szokują mnie wciąż niekompetentni urzędnicy i głupi politycy.
Pornografia władzy
Podobnie niepochlebnie o politykach wyrażają się krytykowani przez nich artyści. - Szokuje mnie pornografia władzy. To pojęcie bardzo szerokie. Dotyczy nie tylko polityków i ich wyczynów, ale również układów i nacisków politycznych, jakim ulegają ludzie ze sfery kultury, krytycy, właściciele galerii, rektorzy uczelni. A jeśli już mówimy o potrzebie tolerancji dla różnych zjawisk, to skąd ma się brać ta tolerancja, skoro zamyka się obszar dyskusji? O tolerancji nikt nie chce rozmawiać. Artyści chcą tę skorupę milczenia przebić - mówi Grzegorz Klaman, gdański artysta. Jego prace również były prezentowane m.in. w "Łaźni". Ze względu na swoją formę - były to fotografie zamkniętych w słoikach ludzkich płodów - wzbudziły sporo kontrowersji.
Inną kontrowersyjną artystką jest Dorota Nieznalska. Wystawiała ona prace w gdańskiej galerii Wyspa. Jej instalacja pt. "Pasja" przedstawiała symbole religijne z wpisanymi w nie męskimi genitaliami. Po tej wystawie działacze LPR wnieśli przeciwko artystce pozew do sądu o obrazę uczuć religijnych. Ich akcja doprowadziła do zamknięcia galerii w 2002 r. Czy artyści w imię twórczej ekspresji mają prawo do nadużywania niektórych symboli? Czy może to społeczeństwo polskie jest zacofane i nietolerancyjne?
Lepsza obojętność
Krystyna Kmiecik-Baran uważa, że wcale tak nie jest.- Poziom tolerancji wobec różnych zjawisk zależy od poziomu wykształcenia, płci, statusu społecznego. Z całą pewnością nie można mówić, że Polacy są narodem nietolerancyjnym - zauważa. Część konserwatywnych polityków, choć nie akceptuje prac niektórych współczesnych artystów, potwierdza tę tezę. - Irytuje mnie stałe narzekanie, że Polska to kraj, w którym ludzie o odmiennych poglądach mają ograniczone możliwości wyrażania swoich sądów - mówi Dorota Arciszewska-Mielewczyk, posłanka Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. - Otóż w Polsce działają domy publiczne, wydawane są różne obsceniczne czasopisma, bezkarnie obraża się papieża. Osobiście nigdy nie wytoczyłabym sprawy żadnemu architektowi tzw. instalacji, bo uważam, że jest to wliczone w scenariusz takiego przedsięwzięcia, na koniec bowiem jego autor kreuje się na obrońcę słowa i obrazu. Jeśli społeczeństwu te "dzieła" się nie podobają, to niech otoczy je obojętność.
|